Myślę czasami jakim cudem przez ostatnie 4 lata nie dostrzegałam tego, nie zauważałam. To takie dziwne ocknąć się po 4 latach (chociaż sama nie wiem czy to tylko 4 lata czy całe dotychczasowe życie). Jak mogłam być dla niektórych taka podła. Mysląc tylko i wyłącznie o sobie nie zwracałam uwagi na innych. Stawiałam siebie na pierwszym miejscu chociaż ludzie pokazywali mi non stop,
"Halo! Tu jestem! Widzisz mnie? Widzisz, że Cię potrzebuje?"
że oni chcą być dla mnie ważni, że mnie potrzebują, że mają problemy i chcą się mnie poradzić lub po prostu potrzebują abym ich wysłuchała.
Do mnie jak do ściany. Walili z całych sił a ja dalej nic.
Dzisiaj odczuwam ten ból, strach, cierpienie, zmartwienie. Boli mnie wypowiadane słowo z czyichś ust...może i dla żartów, ale boli. Przejmuję się sprawami innych, nawet nie wiecie jak bardzo. Myśle czy mogę jakoś "Ci" pomóc. Co moge zrobić?!
Może nie pokazuję tego otwarcie, ale myśle o każdym z Was, znam Wasze problemy(nie wszystkie), ale mam świadomość tego, że wiem coś czego według Was nie powinnam wiedzieć, wiem coś, ale nie moge nikomu powiedzieć, bądź nie mogę powiedzieć danej osobie bo wiem, że osoba o której chce mówić dowie się tego. Dlatego trzymam to dla siebie. Tylko czasami już nie potrafie patrzeć na to jak się męczycie i dziwi mnie, że nie domyślacie się, nie widzicie tego, że wystarczy pogadać z drugą osobą zamiast być wielce obrażonym.
Wystarczy się ocknąć koteczki;*